sobota, Listopad 07th, 2009 | Author: admin

- To na pewno ślady Garretta i Lydii. Prowadzą w górę zbocza, na skraj kamieniołomu.
- Chodźmy za nimi – powiedział Jesse.
-Jeszcze nie – pokręciła głową Sachs. – Najpierw musimy obejrzeć worek.
- Opisz go – poprosił kryminalistyk.
-Konopny. Stary. Jakieś dwadzieścia cztery na trzydzieści sześć cali. Prawie pusty. Jest zamknięty. Niezawiązany, po prostu zakręcony.
- Otwórz go. Ostrożnie, pamiętaj o szerszeniach.Sachs powoli odchyliła brzeg worka, zajrzała do środka.
- W porządku, Rhyme. Żadnych pułapek.
Lucy i Ned dołączyli do nich i wszyscy czworo stali wokół worka, jakby było to ciało człowieka wyłowionego z dna kamieniołomu.
- Co jest w środku?
Sachs włożyła lateksowe rękawice, które w upale stały się bardzo miękkie. Jej dłonie natychmiast okryły się cienką warstwą potu.
-Puste butelki po wodzie. Deer Park. Nie ma na nich naklejek z ceną ani nazwy sklepu. Opakowania po dwóch paczkach masła orzechowego i krakersów serowych. Tu też nie ma żadnych plakietek. Chcesz numery kodów, żeby odszukać sklepy?
- Gdybyśmy mieli tydzień, może – mruknął Rhyme. – Nie, zostaw to. Powiedz mi coś więcej o samym worku.
- Stary konopny materiał. Zatęchły, poplamiony. Jest na nimjakiś nadruk, ale bardzo wytarty, nie mogę go odczytać. Ktoś widzi, co tu jest napisane? – zwróciła się do pozostałych policjantów.
Nikt nie mógł odcyfrować napisu.
-Nie wiesz, co mogło być w nim wcześniej przechowywane?
Podniosła worek i powąchała go.
-Pleśń. Musiał przez dłuższy czas leżeć w zamkniętym pomieszczeniu. Nie wiem, co było w środku. – Sachs przewróciła worek na drugą stronę i uderzyła weń otwartą dłonią. Na ziemię wypadło kilka starych, pomarszczonych ziaren kukurydzy.
- Kukurydza, Rhyme.
- Są tam w pobliżu jakieś farmy? – spytał kryminalistyk.Sachs przekazała pytanie swym towarzyszom.
-Raczej mleczarnie – odparła Lucy, spoglądając na Neda i Jesse’a.

Category: Bez kategorii |  Leave a Comment
sobota, Listopad 07th, 2009 | Author: admin

- Jak długo według twoich obliczeń byłam zniewolo­na? – spytała, osuwając się na fotel.
- Zapomniałam sprawdzić od razu godzinę – usprawied­liwiła się Donalla – ale od chwili, kiedy zaczęłam rejest­rować czas, do uwolnienia minęły trzy i pół godziny!
Killashandra zaśmiała się słabo.
- To się czuje. – Rozmasowała mięśnie barków, zdręt­wiałe od długiej bezczynności. – I mówisz, że nie reagowa­łam na nic?
- Wpatrywałaś się w kryształ. Próbowałam każdej ze sztuczek Larsa, ale z takim skutkiem, jakbyś sama była z kryształu.
Musiała się nieźle przerazić – stwierdziła Killashandra -dlatego teraz jest taka zła.
- Nie masz sobie nic do zarzucenia, Donallo. W końcu się uwolniłam, a kryształ jest całkiem niezły gatunkowo. Tak czy owak, uwolniłabym się o zachodzie słońca. Lars zapomniał ci o tym powiedzieć? – Sądząc z wyrazu twarzy Donalli, zapomniał. – Zrób mi coś do picia, dobrze? Nie mam siły się ruszyć, a w gardle mi całkiem zaschło…
Donalla z łoskotem wystawiła kubek na blat kuchenny. Krok, jakim szła, gdy niosła wodę z zamrażarki, lepiej niż jakiekolwiek słowa zdradzał stan jej uczuć.
Napełniwszy żołądek, Killashandra wzięła podręczny reflektor i ruszyła obejrzeć skalną ścianę. Liczyła na to, że uda jej się przebić przez uszkodzoną warstwę do czystego kryształu. To cholerne szczęście, że trafiłam na czarny -pomyślała, zaraz jednak wyśmiała się w duchu. Szczęście z tym odkryciem nie miało nic wspólnego. Pewność, że złoże okaże się czarnym złożem, podcinała jej nieco skrzydła w robocie. Cały urok i cała emocja opierały się na tym, że ten niezwykle rzadki minerał należało najpierw znaleźć. Niemniej praca okazała się owocna, a Donalla miała okazję nabyć doświadczeń, wzbogacających jej kliniczną praktykę ze śpiewakami kryształu.

Category: Bez kategorii |  Leave a Comment
sobota, Listopad 07th, 2009 | Author: admin

- Jesteś przeklętą idiotką! – wybuchnął Jason. – Ja mogę ci pomóc, a ty mi nie! Zostaw mi coś, na Boga!
- Nigdy! Nie w ten sposób! – Nagle Marie przerwała. Zastygła z rozchylonymi ustami. – Chyba właśnie to zrobiłam – wyszeptała.
- Co zrobiłaś? – zapytał gniewnie Bourne.
- Dałam coś nam obojgu. – Znowu na niego patrzyła. – Właśnie to powiedziałam, coś, co istniało od dawna. „Co inni próbują ci wmówić…”
- O czym ty, do diabła, mówisz?
- O twoich zbrodniach, które inni próbują ci wmówić.
- Ależ one istnieją. Ja je popełniłem.
- Poczekaj chwilę. Przypuśćmy, że istnieją, ale nie zostały przez ciebie popełnione? Przypuśćmy, że dowody zostały sfabrykowane tak umiejętnie, jak te przeciwko mnie w Zurychu, ale kto inny jest sprawcą? Jasonie, przecież nie wiesz, kiedy utraciłeś pamięć.
- Port Noir.
- Tam zacząłeś ją odzyskiwać, a nie tracić. Przed Port Noir; to może dużo wyjaśnić. To może wyjaśnić ciebie, tę sprzeczność między tobą a człowiekiem, za którego cię uważają.
- Mylisz się. Nic nie wyjaśni wspomnień, obrazów, które do mnie wracają.
- Może pamiętasz tylko to, co ci bez przerwy powtarzano – sugerowała Marie. – W kółko, w kółko i w kółko. Aż nie zostało nic innego. Fotografie, nagrania, bodźce wzrokowe i słuchowe.
- Opisujesz chodzącego i funkcjonującego, ale bezwolnego faceta, którego odmóżdżono. To nie ja.
Wpatrywała się w niego i łagodnie mówiła.
- Opisuję inteligentnego, bardzo chorego człowieka, którego przeszłość odpowiadała w jakiś sposób życzeniom innych. Nawet nie wiesz, jak łatwo kogoś takiego znaleźć. Pełno ich w szpitalach, prywatnych sanatoriach i wojskowych lecznicach. – Przerwała, by zaraz szybko mówić dalej. – Ten artykuł w gazecie powiedział jeszcze inną prawdę. Umiem stosunkowo sprawnie obsługiwać komputery, to nieodzowne w mojej pracy.

Category: Bez kategorii |  Leave a Comment